Rozdział 1
I
Najbliżej
Karhem leżała niewielka wioska nazywana Stricfild. Od Karhem
dzieliło je tylko cieśnina pomiędzy Jurkuną a Zarią, była
najłatwiejszym sposobem przedostania się do lasów Elfów.
Przez to jednak nie cieszyła się zbyt dużą popularnością. Mało
kto się tu zapuszczał,jeżeli już to raczej byli to wyjęci spod
prawa, opuszczeni i wygnani z rodzin. Wioska miała tylko pare domów
i jedną niewielką gospodę, na dzień dzisiejszy na zewnątrz stały
tylko dwa konie przy czym jeden z swym właścicielem przybył w te
okolice ponad kilka miesięcy temu a drugi dopiero tego wieczoru. W
środku była mieszanina różnych ras. Całkiem sporo
krasnoludów, z dwa orgi i kilku ludzi. Za barem stał
pokaźnych rozmiarów mężczyzna z długą, gęstą brodą.
Widok mimo odludzia był dosyć codzienny, pijani mężczyźni, na
wpół porozbierane kobiety. Tylko jedna postać wyróżniała
się juz na pierwszy rzut oka. Siedział w koncie przy jednej
świeczce i kuflu piwa, ubrany był w czarną pelerynę z kapturem
naciągniętym na głowę. Jedna z dziewcząt o krwisto czerwonych
włosach i złoto zielonych oczach jak od kota podeszła do niego i
nie przejmując się usiadła mu na kolanach. Zaczynała się
podniecająco wiercić po czym ręką złapała chłopaka za
podbródek i podniosła cały czas spuszczoną twarz. Sytuacje
obserwowało parę osób ale żadne bez większego
zainteresowania kiedy dziewczyna nagle pisnęła. W tym momencie do
gospody weszła drobna dziewczyna o gęstych długich brązowych
włosach i oczach błyszczących jak para diamentów. Szybkim,
skocznym krokiem podeszła do dziewczyny która właśnie zbyt
szybko chciała się wycofać i przewróciła się razem z
stołem.
- Mieszaniec! Mieszaniec! - zaczęła krzyczeć czołgając się w tył po podłodze, chłopak jednak był nie wzruszony, delikatnie tylko podniósł na nią wzrok.
Miał
czerwone oczy, zupełnie jak rozpalone kamienie, do tego źrenice
zwęziły się jak u kota szykującego się do skoku, mimo strachu
dziewczyny był czymś wyraźnie zadowolony. Na ten widok dziewczyna
już miała na prawdę głośno krzyknąć gdy nowo przybyła od tyłu
zasłoniła jej usta. Za nim wystraszona jakkolwiek zareagowała
poczuła drobny sztylet na swojej szyi.
- Te dzisiejsze dziwki robią stanowczo za dużo hałasu – wyszeptała jej do ucha nowo przybyła.
- Uciekaj mi stąd i jeśli można to zapomnij o tym – dodała zaraz mocniej przyciskając dziewczynie ostrze do szyi, tak że na duży biust popłynęło parę kropel krwi.
Po
tym wypuściła dziewczynę a ta szybko pobiegła do kuchni.
- Ariko myślę że za bardzo przejmujesz się gapiami – chłopak z kąta odezwał się pierwszy raz od swojego przybycia do Stricfild i parę zdezorientowanych po całej sytuacji osób teraz tym bardziej się mu przyglądało.
- Przejmuje się gapiami? Chyba żartujesz?! Chciałam sobie zrobić miejsce! - powiedziała brązowowłosa chowając sztylet.
Podeszła
do chłopaka i najnormalniej w świecie uderzyła go z pięści tak
że ten spadł z krzesła. Kaptur spadł i chłopak spojrzał w
stronę dziewczyny swoimi czerwonymi oczami. Miał czarne długie
włosy i smukłą śliczną twarz. Był umięśniony ale bez przesady
a na prawej ręce miał długą cienką bliznę. Przyłożył ja do
czerwonego policzka w który oberwał i uśmiechnął się.
- Czekałem na ciebie – powiedział wstając i dziewczyna już się zamachnęła po raz drugi ale powstrzymała się widząc jak chłopak zasłania się rękami.
- Czekałeś? Czekałeś?! - Ariko drugie słowo wykrzyczała.
Nachyliła
się nad nim i z całych sił podniosła za kawałek bluzki którą
teraz było widać z pod peleryny. Był od niej o ponad głowę
wyższy a mimo to dawał ze sobą robić co chciała i jedynie co
chwila się zasłaniając w obawie przed ciosem. Cała sala teraz na
nich patrzała, kilka pijanych rechotało pod nosem.
- Wychodzimy – warknęła wyraźnie podirytowana i nie czekając na zgodę pociągnęła go do wyjścia.
Była
ciepła noc, niebo czyste i księżyc oświetlał całą wioskę
kiedy oboje podeszli do koni.
- Wydajesz się być zła... - powiedział niepewnie stając za swoim koniem na wypadek gdyby dziewczyna znów postanowiła do uderzyć.
- Wydaję się?! Udało mi się w końcu wyrwać od tych idiotek z świątyni miłosierdzia słońca, o ile nie wierz po tym jak ostatnim razem udało mi się stamtąd uciec to z tobą pojechałam wtedy wesprzeć ludzkie wojska! Elijan była na mnie wściekła! Gdy tylko jej ludzie mnie złapali zamknęli mnie tam z powrotem! Miałam co najmniej dziesięć razy trudniej! I gdy w końcu udało mi się, to wiesz co? Zajechałam aż nad morze Farhani kiedy mnie złapali... jednak nie chcieli mnie zawieźć do klasztoru... nie... powiedzieli że ktoś w Karhem otrówa elfy, niby nikt nie ginie ale są to trucizny których ich medycy nie znają. Wszyscy są w ciężkich śpiączkach. Odkryto że to trucizny z smoczych łusek. A zgadnij wszyscy wiedzą że na wojnie towarzyszył mi Farus... Mieszanie... Hybryda smoka i człowieka! - Ariko niczym łania wskoczyła na swojego siwego wierzchowca i spoglądała gniewnie na chłopaka.
- Czy w takim razie nie powinnaś mi dziękować? Nie wróciłaś do klasztoru gdzie normalnie zesłała by cię królowa. - chłopak uśmiechnął się wskakując na czarnego ogiera jednak widząc minę dziewczyny poczuł że stąpa po cienkim lodzie.
- Dziękować? Mam ci dziękować za to że atakujesz moich braci i siostry?! Coś ty wymyślił?! Przecież ja też jestem jedną z nich?! Po za tym puki się nie wychylałam Elijan miała w głębokim poważaniu czy żyje czy już gdzieś nie zdechłam!
- Wiesz tak samo dobrze jak ja że tak nie jest, dziwię ci sie że jeszcze ich nie znienawidziłaś. Nie jesteś elfem... ani człowiekiem. Nigdy nie będziesz tak samo jak ja nigdy nie będę ani smokiem ani człowiekiem. Z tego co wiem kiedy twój ojciec przyznał się przed królową do zdrady i do ciebie to spotykały cię same nieprzyjemności ze strony jego żony ale też innych elfów. Elijan żeby ukryć fakt zdrady nie zaakceptowała cię, tylko ukryła w tym zakonie w nadziei że świat o tobie zapomni.
- Zapomniał by dużo szybciej gdybyś mu ciągle nie przypominał.
- To dopiero drugi raz – zaśmiał się wzruszając ramionami.
Dziewczyny
spojrzała na chłopaka tak że gdyby jej spojrzenie paliło to
zostały by z niego popalone kości po chwili jednak odetchnęła
głęboko.
- Prowadź, gdzie jest twój obóz. Tylko się ze mną nie drocz, nie siedział byś tak blisko Karhem po tym co zrobiłeś i to jeszcze na widelcu w gospodzie gdyby nie fakt że wiedziałeś że przyjadę. Przyjechałeś tu tylko po mnie a naprawdę ukrywasz się gdzieś w lesie bardziej na południu.
- Twój instynkt tropicielki czasem mnie przeraża – Farus zaśmiał się i popędził swojego konia przez kałuże.
Przez
kilka ostatnich nocy ciągle padał deszcz, więc ziemia mimo
ciepłego popołudnia i wieczoru była wilgotna. Konie jednak nie
zdawały się tym przejmować. Główną drogą przejechały
tylko kawałek żeby za najbliższym rogiem przeskoczyć wysokie
krzaki i jechać już lasem. Klapki osłaniały zwierzętom oczy bo
co chwile z jakiejś strony uderzały je gałęzie. Ariko co chwile
niespokojnie zerkała za siebie po czym z powrotem do przodu. Farus w
tej chwili wydawał się czymś pomiędzy duchem, zjawą a jakimś
demonem z piekła. Peleryna przez pęd powietrza teraz szybowała
delikatnie nad nim niczym skrzydła nietoperza. Była trochę
porozrywana, co świadczyło że często jeździ w ten sposób.
Teraz też można było zobaczyć że na plecach miał długi miecz w
czarnej pochwie. Oczy świeciły mu się teraz z podekscytowania a
wyraz twarzy przypominał wykrzywioną twarz diabła. Wyraźnie
bawiła go ta jazda podczas gdy jego towarzyszka ze wszystkich sił
próbowała uchylać się przed ciosami drzew. Jej włosy
porozwiewały się odsłaniając dużo dłuższe niż u ludzi uszy
delikatnie zakończone szpicem. Ariko starała się jak najbardziej
zasłonić końskim łbem ale fakt że nie widziała drogi bardzo jej
przeszkadzał. Na szczęście ten odcinek nie trwał też długo. Po
jakimś czasie dotarło do niej że koń przebiega płytki strumyk.
Podniosła głowę, Farus teraz zwolnił i rozprostowywał się na
końskim grzbiecie. Zerknął na nią rozbawiony.
- Zatrzymałem się tutaj w jaskiniach, zostawimy konie przy bocznej ścianie. - Ariko niespokojnie spojrzała w tył.
- Nie martw się, nikt i tak nie będzie nas szukał – dodał widząc jej reakcje.
- Czyżby? A co z elfami w śpiączce? Sądzisz że tak to zostawią? - spojrzała znów na chłopaka z lekką irytacją.
- Kiedy dowiedziałem się że po ciebie posłali odczekałem dwa dni i zostawiłem odtrutkę tak by na pewno ją znaleźli z patrolu. - uśmiechnął się jak by z diabła przed chwilą przeobraził się w uroczego chłopca.
- No a sprawa przez którą potrzebowałeś mnie? Nie powiedziałeś o co chodzi więc mogę podejrzewać że ktoś będzie cię szukał – chłopak zaczął chichotać i zeskoczył z konia po czym podszedł pod drugie zwierze.
- Nic ci nie grozi jak na razie, odpuść już te swoje elfickie strachy i przyzwyczajenia. - Farus poklepał siwego konia po szyi i odwrócił się do dziewczyny plecami podnosząc lejce swojego wierzchowca.
Zrobił
parę kroków po czym zatrzymał się patrząc wyczekująco na
dziewczynę. Ta na ten gest uśmiechnęła się pod nosem. Zrobiła
to pierwszy raz od kiedy się spotkali, wiec chłopak dopiero teraz
odetchnął z ulgą. Ariko sprawnie ześlizgnęła się z siodła i
poprowadziła zwierze za sobą, sama podążając za chłopakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz