II
Okazało
się że głębiej w lesie faktycznie są niewielkie skalne skarpy,
jedna z ścian jest idealnie osłonięta ze wszystkich stron. Jednak
Ariko przysięgła by że może niewiele ale ktoś w tym pomógł
i nie było to dzieło matki natury. Jeśli za to chodzi o jaskinie,
elf by może nie nazwał w ten sposób jednak że kryjówka
była faktycznie idealna. W pewnym miejscu, dosłownie tuż przy
ziemi skarpa pękła, deszcze podmyły delikatnie ziemię w tym
miejscu dzięki czemu można było się tam przeczołgać. Po drugiej
stronie natomiast było całkiem spore pomieszczenie, i to już w
całości dzieło przyrody które formowało się tu przez
lata. Może za jeszcze paręnaście lat ściana pod którą
dziś musieli się przeczołgać całkiem pęknie otwierając to
przed wszystkimi jednak dziś dwójce mieszańców mogła
posłużyć za kryjówkę. Mniej więcej po środku
pomieszczenia żarzyło się jeszcze parę gałązek drewna a wkoło
było rozłożone kilka rzeczy miedzy innymi pod ścianą było też
prowizoryczne posłanie z materiału i mchu. Identyczne było na
przeciwko. Farus usiadł po turecku zdejmując z siebie pelerynę i
rzucając ją pod ścianę na jedno z posłań. Zaraz potem dorzucił
parę gałązek drewna które leżały zaraz obok przykryte
materiałem. Jego oczy dosłownie zaświeciły się na moment, kiedy
to schylił się prawie do ziemi i delikatnie jak by chciał
pocałować bolący palec dziecka wypuścił z siebie wolno
powietrze. W jednej chwili z gałęzi do góry buchnął ogień,
wesoło przy tym sycząc a chłopak znów się wyprostował.
Zerknął na dziewczynę która dalej stała pod ścianą z pod
której dopiero dostała się do pomieszczenia.
- Siadaj – zachęcił ją uśmiechając się.
- Przygotowałem ci nawet posłanie, choć i tak jeśli się zgodzisz to chce tu zostać góra dwie noce.
- Może najpierw powiesz mi po co ten cały cyrk – dziewczyna nagle jak by się ożywiła, usiadła naprzeciwko Farusa i zdjęła swoją pelerynę kładąc ją obok.
Chłopak
chwile przyglądał się jej uważnie, nie widzieli się jakieś pięć
lat, z tego co wiedział musiała teraz mieć jakieś dwadzieścia
lat, w podobnym wieku byli gdy spotkali się pierwszy raz a on sam
miał w tedy piętnaście. Dziewczyna nie zmieniła się jednak jakoś
specjalnie, została drobnego wzrostu i budowy, zaokrągliła sie co
prawda w niektórych miejscach ale wielkiej zmiany nie
zauważył. Kiedy tak lustrował ją swoim wzrokiem od stup do głów
w końcu zatrzymał się na jej oczach. Były śliczne, już ostatnim
razem tak uważał ale w tej chwili rzucały w niego iskrami wręcz
był w stanie dostrzec jak wycelowuje nimi w jego głowę.
- Emm... mówiłaś coś? - wyrwał w końcu z siebie ale dziewczyna ewidentnie nie byłą z tego zadowolona.
- Po coś mnie tu ściągnął?! - warknęła i chłopakowi natychmiast na myśl przyszła puma która właśnie szykuje się żeby rzucić się na jelenia. Zaczął nerwowo chichotać i uspokajać ją gestem ręki.
- Spokojnie, już wszystko ci wytłumaczę – powiedział i w jednej chwili spoważniał.
- Słyszałaś kiedykolwiek o Lucynadzie? - dziewczyna przymknęła oczy przemyśliwając coś przez chwilę.
- To był smok prawda? - zapytała w końcu.
- I tak i nie...
- Hybryda?
- Nie... to nie o to chodzi. Lucynad był magiem, bardzo zdolnym magiem. Był uczniem Grandiana.
- Ahh słyszałam o nim! Biały smok z gór Brunadis, podobno sprzeciwił się swojemu gatunkowi i udał się do ludzkiej osady gdzie pod ludzką postacią służył swoją wiedzą i zdolnościami.
- Tak, Grandiana sądził że wszystkie rasy powinny żyć wspólnie i pomagać sobie nawzajem. Więc przybrał ludzką postać, zamieszkał w wiosce która była poważnie poszkodowana po walkach jakie toczyły ze sobą orgi. Używał tam sztuki leczenia oraz uczył dzieci. Wioska rozrosła się i żyła w dobrobycie kiedy przybył do niej młody Lucynad. Prosił Grandiana aby ten nauczył go sztuki leczenia i ten się zgodził. Im dłużej jednak żyli razem tym Lucynad stawiał coraz wyższe wymagania. Opanował już czary lecznicze i jako jedyny który nie był smokiem nauczył się zaklęcia Qartunium. W pradawnym języku smoków oznacza to po prostu życie. Pozwala ono na samoistne zamykanie się ran bez naszej ingerencji. Dla tego smoki tak trudno zabić. Gdyby miało się jednak na tym zakończyć to bym cię nie wzywał, chodzi o to że Lucynad prosił żeby Grandiana nauczył go jak się bronić, zarzekał się że ceni życie nade wszystko i pragnie jedynie chronić innych. Jego nauki się pogłębiały. Gdy miał 25 lat Grandiana zginął w tajemniczy sposób. Był zupełnie pozbawiony krwi, a serce i głowa zniknęły.
- Słyszałam że zginął w taki sposób no i co dalej? -dziewczyna usiadła wygodniej, wyglądało na to że historia ją zaciekawiła.
- Lucynad udał się w góry Brunadis. Spotkał tam inne smoki i powiedział że jest wychowankiem Grandiana, zaniósł im wieść o jego śmierci jak i prośbę żeby znaleźli winowajce. Jak pewnie wiesz smoki są bardzo zadufane w sobie, uważają się za panów świata. Oczywiście odmówiły, na co Lucynard poprosił by chociaż zajęły się nim teraz gdy nie ma on już nikogo. Na to rzecz jasna wyśmiały go. Lucynad wydawał się załamany, błagał więc na kolanach by pozwolono mu zostać na jedną noc przed ciężkim powrotem do wioski. Widząc jego całkowitą uległość smoki zgodziły się. Żaden nie przeżył tej nocy.
- Jak to?
- Lucynad zamordował Grandiana a z pozostałości jego ciała stworzył coś na wzór eliksiru, udało mu się posiąść brutalną siłę smoka którą ten zapieczętował głęboko w swym sercy wybierając drogę łagodności i życia z ludzmi. Lucynad wymordował smoki i przejmował ich moc po kolei. Podobno zmienił się nie do poznania i kazał wszystkim mówic do siebie Refycul. Stał się poważnym wrogiem wszystkich ras. Siedmioro magów których uczył Grandiana zebrało się by go unieszkodliwić, jednakże tylko Refycul pobierał nauki z dziedziny walki. Nawet razem nie dawali mu rady kiedy dołączył do nich Kirand. Był bratem Grandiana. Mieszkał w lasach Firend i przybył gdy tylko wojna zaczęła ogarniać coraz to dalsze rejony. Zebrał siedmiu magów i przekazał im zaklęcie dzięki któremu udało się zabezpieczyć Refycula. Jednak że po prostu podzielili jego moc na cztery części podczas gdy on sam został zamrożony w górze gdzie się narodził.
- W górach Brunadis?
- Gdzieś tam, problem pojawia się tu że sześcioro z tamtych magów umarło razem z Kirandem, poświęcając swoje siły bo stworzyć cztery naczynka w których można było umieścić części mocy Refycula, Smok żeby jego samego zamknąć. Siódmy mag zabrał wszystkie naczynia i oddał czwórce zaufanym. I był by Happy end gdyby nie fakt że w takich wypadkach zawsze trafi się jakaś szumowina która zechce uwolnić maga z siłą 30 smoków aby podbić świat. - na to dziewczyna musiała się uśmiechnąć.
- Więc? Co to za szumowina którą trzeba powstrzymać?
- Armad..
- Armad? Ten ludzki król? No to nie mamy się czym przejmować!
- Też tak myślałem i w tedy zostałem wezwany do gniazda..
- Smoków? Ty?
- Taa ojciec chciał mnie widzieć... - chłopak położył się na plecach przyglądając się stalagmitom po czym przymknął oczy.
Był
smutny, to Ariko była w stanie zrozumieć, w ich przypadkach żadne
z rodziców najczęściej nie chce się przyznawać do dziecka
a jeśli nawet zostaje się przez któreś zaakceptowane to i
tak żadne z gatunków nigdy nie powie "witaj wśród
swoich". W przypadku Farusa wychowywała go matka przynajmniej
dopóki gdy miał dziesięć lat nie została zamordowana przez
jednego z podwładnych jego ojca. O przeszłości zdążyli już dużo
rozmawiać ostatnim razem. Byli parą dzieci które nagle w
świecie gdy zawsze liczyli tylko na siebie znaleźli kogoś
podobnego do siebie. Zaufali wtedy sobie i podzielili się smutnymi
wspomnieniami. Jednak Farus żył jako najemnik, wspierał każdego
kto pomagał mu przetrwać, w tedy mu pomagała, może nawet widziała
szanse dla siebie w takim życiu ale Elfy nie chciały słyszeć o
tym żeby było głośno gdziekolwiek o nieślubnej, mieszanej córce
króla elfów. Szybko ją znalazły i zamknęły w
klasztorze, gdzie miała odejść w niepamięć. Ariko przysunęła
się bliżej chłopaka, chciała coś zrobić, cokolwiek. Przytulić
go albo jakoś inaczej pocieszyć ale wiedziała że chłopak nie był
przyzwyczajony do tego że ktoś go dotyka, nie był przyzwyczajony
do bliskości. Ostrożnie tylko przesunęła ręko po jego
zamkniętych oczach. Czuła jak napina skórę pod wpływem jej
rąk więc po prostu zsunęła ją odsłaniając oczy spod włosów.
- Dokończ... - powiedziała cicho.
- Podobno jeden z hybryd... taki jak ja... podobno włamał się do gniazda i zabrał jedno z tych naczyń. Smoki są wyraźnie zaniepokojone bo krasnoludy straciły też swoje. Podobno widzieli tylko jak człowiek z smoczymi skrzydłami odlatuje nad ich kopalnią.
- Nie do końca rozumiem... W czym może mieć pożytek z tego.
- Podobno nienawidzi swojej smoczej części rodziny, jego matka była smoczycą a ojciec krasnoludem. Został porzucony przez matkę i wychowany w ludzkiej wiosce. Nie wykluczone że po prostu widzi w tym wszystkim szanse zemsty, nie zdaje sobie sprawy do czego może doprowadzić. Ponoć to jeszcze dzieciak... Ojciec zaproponował że jeśli znajdę go i się go pozbędę oraz zażegnam całej sytuacji będę mógł żyć wśród nich. - dziewczynę przeszedł dreszcz po plecach, chłopak dalej nie otworzył oczu wiec wpatrywała się w rysy jego twarzy ale coś ją cały czas martwiło. Cały czas w tym wszystkim nie widziała też swego udziału.
- No i? - chłopak gwałtownie otworzył swoje smocze oczy jednak dziewczyny to nie przeraziło, mimo że nie widział ich tyle czasu nie bała się ich właściciela.
- Nie wierzę mu, z resztą nie chce tego. Ale problem przebudzenia Refycul jest też mój więc powiedziałem że się tym zajmę.
- I zabijesz innego mieszańca? - chłopak uśmiechnął się.
- Tylko jeśli stwierdzę że chłopak stanowi zagrożenie. -dziewczyna uśmiechnęła się lekko na te słowa.
- No wiec co zrobisz teraz?
- To ta cięższa część, nie chce żebyś poczuła się wykorzystana... cenie twoje umiejętności i na pewno będą one przydatne jeśli tylko się zgodzisz ale.. chce znaleźć pozostałe naczynia, ta hybryda też.
- I? Kto ma pozostałe?
- Jeden mają magowie... ale to nie stanowi problemu. Problemem jest czwarty, do którego możesz doprowadzić tylko ty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz