Prolog
Rozpadał
się straszny deszcz i wszystkie sosny huśtały się z boku na bok
jak by zaraz miały się złamać pod naciskiem silnego wiatru.
Kraina była położona pomiędzy czterema szczytami, były nazwane
po czterech Elficzkach które w pradawnych czasach założyły
tu niewielką osadę: Marika, Jurkun, Zaria, Aruna. Najwyższa z nich
była ta ostatnia i tam też po wiekach zbudowano pałac. Piękna
kryształowa część przylegała do zbocza góry w której
ciągnęły się korytarze i pokoje dzięki czemu góra stała
się nieodstępną częścią pałacu co znowu sprawiało iż
zdobycie zamku stawało się niemal niemożliwe. Nikt nie mógł
przecież pokonać góry ani matki natury która jak
twierdzono od zawsze wspierała Elfy. Pomiędzy szczytami kraina była
porośnięta gęstymi lasami mieszanymi przemieniającymi się w
iglaste tylko u podnóża Aruny. Z czasem Kraina przybrała
nazwę Karhem, jednak z reguły mało kto się tutaj zapuszczał.
Przejście przez góry było trudnym zadaniem a jeśli nawet
się to komuś udało to na tym się kończyło. Elfy bardzo
starannie broniły swych terenów, niewielkie domostwa były
pozornie przypadkowo rozstawione po rozległym leśnym terenie.
Mówiono jednak że z zamkowych komnat Elfy są wstanie
dostrzec każde z nich. Jaki był tego skutek? Jeżeli ktoś nawet
pokonał góry i wchodził w gęste zarośla nie mógł
albo znaleźć drogi i gubił się na zawsze albo na swoje
nieszczęście trafił na strażników lasów
wyspecjalizowanych w ukrywaniu się na drzewach oraz walki zarówno
łukiem jak i sztyletami. Mówiono więc że Karhem jest poza
zasięgiem kogokolwiek poza elfami. Dlatego dziś w czasie ulewy
Wszystkie elfy były tak podenerwowane. Zespół składający
się z trzech elfów, dwóch kobiet i jednego mężczyzny
gnał konno przez las. Wydawało się że wiatr odgina gałęzie
drzew umożliwiając im przejazd. Kopyta koni uderzały o mokrą
ziemie rozchlapując błoto na boki. Nagle gdy ostatnie drzewa przed
nimi się rozchyliły stanęli przed niemal gładką ścianą.
Zwierzęta nerwowo rżały i dreptały w miejscu gdy nagle duży
fragment ściany jak by zapadł się do środka góry po czym
odsunął na bok. Cała trójka wjechała do środka, mężczyzna
zeskoczył z konia i podszedł do jednej z kobiet. Ta nie schodziła
z konia tylko odchyliła się trochę ukazując co całą drogę tak
skrupulatnie ściskała i osłaniała przed deszczem. Była to mała
elficka dziewczynka, była wyraźnie zmarznięta i zmęczona. Kobieta
podała dziecko na co mężczyzna przytulił je do siebie i szybkim
krokiem poszedł w jeden z korytarzy. Wszyscy których
napotykał pośpiesznie schodzili mu z drogi aż nagle stanął przed
ogromnymi posrebrzanymi drzwiami, służba otworzyła je przed nim i
jego oczom ukazała się wielka sala. Była okrągła a ściany były
ze szkła tak że widać było całe Karhem oraz jedną stronę gór.
Na samym środku był srebrny tron cały w jasno niebieskim
materiale. Kobieta która była w sali jednak nie siedziała na
nim. Krążyła niespokojnie po całej sali znieruchomiała jednak
gdy zobaczyła mężczyznę. Ten uklęknął na jedno kolano i
ściągnął srebrny hełm przez co mokre, długie, blond włosy
poprzyklejały się do pleców.
- Wasza wysokość... - zaczął pokazując śpiące dziecko jednak kobieta uciszyła go ruchem ręki.
- Zatrute? - rozległ się jej melodyjny głos ale twarz miała ściśniętą ze złości.
Obróciła
się do niego przodem tak że delikatna jedwabna sukienka w jasno
różowym kolorze zafalowała w powietrzu.
- Tak moja pani.. - odpowiedział mężczyzna z wyraźną niepewności.
Kobieta
nie odpowiedziała uniosła dumnie wysoko głowę i odwróciła
się w stronę tronu po czym ruszyła do niego. Suknia znów
zafalowała, mężczyźnie przypominała ona delikatne płatki lilii.
- Zabierz ją do skrzydła szpitalnego, niech nasi medycy zajmą się nią..
- Elijano! - przerwał jej mężczyzna, na co ta spojrzała na niego zaskoczona.
- Daruj mi proszę ale to na prawdę za wiele! Musimy coś z tym zrobić! Ile Elfów ma jeszcze paść jego ofiarą?! Wiem.. rozumiem co musisz czuć... na pewno wracają wspomnienia... i ta ... hańba... Ale wiesz tak samo dobrze jak ja że to na pewno on... nie robi tego bez powodu.. to zaproszenie... szuka jej... musisz ją wezwać nie zależnie od tego jak bardzo jest to dla ciebie przykre. Proszę... pomyśl o tych wszystkich którzy ciągle leżą nie przytomni...
Wyglądało
na to że kobieta zaraz go uderzy, wręcz już się zamachnęła
kiedy zawahała się w połowie ruchu. Dopiero teraz dostrzegła że
kryształowe łzy spływają jej po twarzy. Cofnęła rękę i
spojrzała na małą dziewczynkę. Nachyliła się do niej i
pogłaskała po jasnych włoskach po czym spojrzała w niebieskie
oczy mężczyzny.
- Wiem... daruj mnie proszę... Weź trzech ludzi, najlepsze konie i proszę cię.. jedźcie czym prędzej. Zrób co będzie w twojej mocy żeby przyjechała do nas... - na tą mężczyzna wstał błyskawicznie i niemal biegiem puścił się przez korytarze.
Królowa
została sama ze sobą. Nie podniosła się jeszcze, zasłoniła
tylko twarz rękami i cicho łkała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz