poniedziałek, 13 października 2014

Części Duszy III

III


Ariko była wyraźnie zbita z tropu, robiła szybki "rachunek sumienia" co mogła by mieć z tym wspólnego. Chłopak usiadł i przyglądał się jej z zaciekawieniem kiedy ta ostrożnie się odsunęła.
  • Czwarty jak pewnie się domyślasz wylądował u Elfów.
  • Nie pójdę do Elijan jeśli o to ci chodzi!
  • Nie, nie! Spokojnie, czwarte naczynie miał król nie królowa. Jednak według oficjalnych informacji król Arolin w pewnym momencie wyruszył na misje podczas której zaginął. Ale to informacja podana do wiadomości dla tych którzy nie wiedzą o twoim istnieniu.
  • Mój ojciec został przez Elijan wygnany... - dodała Ariko jak by w transie.
  • Tak opuścił królestwo dobrowolnie i zaszył się nie wiadomo gdzie. A wszyscy wiedzą że Elfa nie da się wytropić chyba że samemu jest się elfem. Nikt nie będzie ryzykował przejścia do Karhem żeby porwać jakiegoś tropiciela bo tam jest to zwyczajnie niemożliwe. A po za tą krainą można znaleźć tylko jedną istotę która jest w stanie znaleźć innego elfa. I to ty. Wezwałem cię żebyś mi pomogła znaleźć swojego ojca i by upewnić się że nikt nie znajdzie ciebie przede mną. Mam nadzieje że się nie gniewasz że to było moim głównym powodem, jednak że kiedy znajdziemy już ostatnią część będę szczęśliwy jeśli zgodzisz się zostać i mi pomóc dokończyć tą misje.
Coś w dziewczynie się burzyło, czuła że powinna być zła ale nie do końca dochodziło do niej dlaczego. Z drugiej strony jasne było że Farus potrzebuje jej pomocy a czy ważne było do czego? Więc dlaczego w tej chwili była zła? Choć może zła to nieodpowiednie słowo, nie do końca wiedziała co w tej chwili czuje ale odetchnęła głęboko i spojrzała na chłopaka.
  • Nie jestem elfem... ale jeśli dam rade to ci pomogę, w końcu skoro już przyjechałam i i tak mam przechlapane. - zaśmiała się na co chłopak też się uśmiechnął.
Tej nocy zostali już w jaskini, Farus szybko położył się spać podczas gdy Ariko nie mogła zasnąć, przez parę godzin cały czas wierciła się na sowim posłaniu. Nie chodziło o to że było jej nie wygodnie czy coś podobnego. Właściwie sama do końca nie wiedziała co ją tak męczyło, w pewnym momencie po prostu wstała. Upewniła się że Farus śpi i jak najciszej wyczołgała się z jaskini. Nie miała problemów z ciemnością od dawna już się do niej przyzwyczajała, nie chcąc zwracać na siebie większej uwagi po prostu poruszała się pod osłoną nocy. Noc od dawna nie była taka pogodna jak dziś. Księżyc był w pełni, co sprawiało że las mógł skrywać wiele niebezpieczeństw jednak Ariko nauczyła się żyć jak inne elfy, była w stanie czytać znaki wysyłane przez przyrodę i w porę spostrzec zagrożenie. Wyprostowała się i otrzepała z ziemi, była wilgotna więc na bluzce pozostały plamy ale nie przejmowała się tym teraz. Najpierw planowała po prostu przejść się przed siebie w głąb lasu, był to dobry pomysł bo chłodne nocne powietrze dodało jej sił. W końcu doszła do płytkiego strumyka który już raz dziś mijała. Ochlapała się lodowata wodą i delikatnie wytarła ziemie z bluzki. Nie był to dobry pomysł dla kogoś kto chciał spróbować zasnąć jednak ona czuła że i tak nie zmruży już dziś oczu. Nachyliła się nad wodą, płynęła wolno dzięki czemu w tafli wody pojawiło się jej odbicie. Było delikatnie rozmyte ale Ariko natychmiast dostrzegła w swojej postaci jasne oczy i szpiczaste dłuższe uszy które były odsłonięte przez mokre włosy. Normalnie chowała je w gęstych brązowych włosach które odziedziczyła po matce. Teraz delikatnie przejechała po nich palcami i nagle poczuła że najchętniej po prostu by się rozpłakała. Położyła się na trawie obok strumienia i wpatrywała się w gwiazdy. Przez chwile myślała o Farusie, o tym co chłopak musiał czuć kiedy wiedział że spodka swojego ojca. Ojca który się go wyrzekł i przypomniał sobie o dziecku gdy było mu wygodnie. Ona miała inaczej, jej matka porzuciła ją zaraz gdy się urodziła, za to ojciec postanowił podarować jej życie. Zabrał do pałacu elfów w nadziei że żona zrozumie i pozwoli jej zostać. Stało się niestety inaczej, Elijan była wściekła, rozkazała mężowi pod pretekstem misji opuścić pałac. Pod czas gdy małe dziecko oddała pod opiekę kapłanek medycznych czczących słońce. Może nikt by się o tym nigdy nie dowiedział, gdyby nie fakt że krew elfa w żyłach małej dziewczynki była silna. Przejawiała zdolności komunikowania się z naturą, zdolności tropicielki oraz wojowniczki. Z charakteru poszła bardzo w ślady ojca co dodawało tylko nienawiści Elijan wobec dziecka. Arika zaczęła obserwować ranne elfy w klasztorze, widziała jak ćwiczą swój fechtunek przy powrocie do zdrowia, miała także dostęp do wielu ksiąg należących do kapłanek i w pewnym momencie nie dało się zapobiec jej ucieczce. Dziewczyna uśmiechnęła się i zamknęła oczy głęboko oddychając.
  • Na początku szukało mnie dziesięciu strażników – szepnęła sama do siebie.
  • Za nic by mnie nie znaleźli gdyby nie on... - przed jej oczami pojawiło się coś jak by wizja.
Mała nora wygrzebana przez jakieś zwierze. Długo się tam ukrywała, ale w tedy była burza. Woda zaczęła wpadać do jej schronienia. Wydostała się na zewnątrz, słyszała huki, wiedziała że niedaleko trwa zażarta walka. Cały las wydawał się taki niespokojny a ona chciała od tego uciec. Wydawało się jej że biegnie w przeciwnym kierunku kiedy nagle wpadła na tych dwóch orgów. Miała wtedy z trzynaście lat i była wystraszona ale instynktownie wyciągnęła swój łuk. Sama go zrobiła, podobnie jak strzały. Większy org zauważył ją i rycząc tak że ślina kapała mu z ust zaczął do niej podchodzić. Sama nie wiedziała kiedy wypuściła pierwszą strzałę ale następne pamiętała doskonale. Już pierwszą go trafiła w ramie, następna w brzuch i trzy kolejne po czym ostatnia prosto w głowę. Stwór padł tuż przed nią, ale nie bała się, szybkim ruchem wyrwała strzały tkwiące w brzuchu. Trzy włożyła w usta tak by jej nie przeszkadzały a czwartą nałożyła na łuk. Org widząc to nie czekał dłużej na zaproszenie. Rozległ się kolejny grzmot kiedy stwór padł w połowie drogi. Strzała trafiła idealnie między oczy. Ariko niczym zwierzę wyczuła czyjąś obecność za sobą i w ułamku sekundy odwróciła się wypuszczając strzałę. Trafiła w tył głowy orga który właśnie uniósł miecz by kogoś zabić. Kolejne ułamki sekundy sprawiły że zauważyła że razem ze strzałą, dosłownie w tym samym momencie org został przeszyty długim mieczem którego czubek wystawał z pleców. Orgi mają czarną krew i ta właśnie spływała po ostrzu tak że wydawało się jak by żelazo z którego zostało zrobione było czarne. Chłopak który trzymał rękojeść odrzucił wielkie cielsko na bok wyraźnie zaskoczony. Dziewczyna z daleka widziała jego jarzące się oczy, w pierwszej chwili wydawało jej się że to smok w ludzkiej postaci ale po chwili pozbyła się tego uczucia. Brakowało mu szponów na rękach i tej dziwnej delikatnie czerwonej skóry. Do tego po paru chwilach dokładnego lustrowania jej wzrokiem chłopak upadł. Działała całkowicie instynktownie podbiegając do niego. Nachyliła się od tyłu nad jego głowa tak że jej mokre włosy łaskotały go po twarzy. Widziała jak krew wypływa z jego prawego boku jednak gdy wyciągnęła rękę by dosięgnąć rany poczuła chłodne żelazo na szyi. Farus był przytomny, mimo braku sił był nieufny i gotów zabić ją w każdej chwili. Teraz Ariko uśmiechnęła się na tę myśl ale nigdy później nie mogła zrozumieć swojej reakcji. Kiedy spojrzała z powrotem na jego twarz wtedy powinna się bać, powinna zareagować w jakikolwiek inny sposób niż to zrobiła. Tym czasem ona sama dopiero wtedy zrozumiała kim jest ranny chłopak, nie wiedziała czemu do głowy przyszedł jej pomysł że nie jest już sama i nie przejmując się jego wrogością rozpłakała się. Chłopak był wyraźnie zaskoczony tym i wystarczała jedna chwila jego zawahania by ona po prostu opadła na jego twarz. Przytuliła swój policzek do jego czoła i długą chwile tak leżeli w deszczu. Teraz miała wrażenie że na to wspomnienie robi się czerwona. Energicznie poderwała się do pozycji siedzącej i otarła twarz. Od tamtej pory trzymali się razem, miała wrażenie jak by miała starszego brata. Nie raz później żałowała że Elijan ich rozdzieliła kiedy wojna w której ludzie odzyskali swoje ziemie spod władzy orgów zyskała na sławie i na wielu ustach były imiona dwójki mieszanych nastolatków. Ufała Farusowi, tęskniła za nim, za tamtym życiem. Teraz mimo wszystko była szczęśliwa że to wróciło. Nie tak dawno twierdziła że zrobiła by wszystko żeby to wróciło ale teraz sama nie była pewna tego co robi. Jej zadaniem będzie zmierzenie się z przeszłością. Musi odnaleźć swojego ojca, będzie musiała go zobaczyć a przecież nigdy jeszcze go nie widziała. Bała się że sobie nie poradzi a z drugiej strony bała się konfrontacji jeśli się jej powiedzie. Wstała na równe nogi i jeszcze raz opłukała twarz lodowatą wodą.
  • Dasz sobie rade dziewczyno... -  powiedziała sama do siebie i uśmiechnęła się patrząc w swoje odbicie.
  • Jasne! - głos zza niej sprawił że odwróciła się w ułamku sekundy.
Przy przejściu lasu w kamienną ziemie przy strumieniu stał wilkołak. Łeb wykrzywił mu się teraz przez przemianę jakiej doznawał podczas pełni. Był już owłosiony a z ramienia zwisał mu krwawiący martwy jeleń.
  • Kto by pomyślał że coś takiego dziś znajdę! Nie dość że będę miał dziś kolacje z dwóch gatunków mięs to jeszcze wcześniejsze doborowe towarzystwo! - zaśmiał się i zrzucił martwe zwierzę na krzaki.
  • Nie bój się malutka, przed śmiercią będziesz się świetnie bawić! - zarechotał podchodząc do dziewczyny.
Ariko zaczęła się rozglądać. Oczywiście, nie wzięła ze sobą łuku ani strzał westchnęła tylko i przykryła ręką oczy.
  • Coś jestem dziś rozkojarzona – zaśmiała się.
Wilkołak nie czekał długo, jego już wydłużony pysk oszpeciła dodatkowo krew wypływająca z paszczy w której właśnie wyrzynały się wszystkie kły. W jednej chwili skoczył na dziewczynę, która lekko jak motyl odskoczyła kawałek tak że zwierz padł tuż przy jej nogach. To go jeszcze bardziej rozwścieczyło ale Ariko nie miała zamiaru czekać na jego reakcje lekkimi ruchami przebiegła po nim i stanęła na miejscu w którym on niegdyś stał.
  • Ty mała... - nie dokończył bo w oczach błysło mu światło księżyca odbite przez ostry nóż w ręce dziewczyny.
  • Jak? - szybko wstał i zaczął czegoś nerwowo szukać na biodrach.
  • Twój pas się zerwał, zauważyłam to gdy usiłowałeś nauczyć się latać – zaśmiała się na co on zaczął warczeć a z pyska leciała krew wymieszana z śliną.

Wilk wylądował na czterech kończynach a w oczach było widać że kontrole nad nim przejmuje w całości bestia. A to dla Ariko było tylko plusem. Zwierzak warcząc ruszył na nią a kiedy wykonał skok żeby wgryźć się w szyje ona uchyliła się i zrobiła kilka kroków w przód tak że znalazła się pod nim. Upadła na ziemie ale nóż wyrzuciła w górę tak że wbiło się między żebra zwierza. W tym momencie wilkołak zaczął się szarpać upadając na ziemię. Pluł krwią ale tym razem nie z zębów. Chwile to trwało za nim Ariko podeszła do niego, szybkim ruchem wyjęła nóż i obracając go w ręce podeszła bliżej głowy i szyi. Bez jakiejkolwiek emocji przebiła jego krtań. Wilkołak po chwili zamknął oczy a jego ciało zaczęło wracać do normalnego wyglądu. Dziewczyna wyrzuciła nóż obok wielkiego cielska i podeszła do strumienia dokładnie opłukując ręce. Za niedługo miało zacząć świtać. Już miała zacząć wracać kiedy spojrzała na martwego jelenia. Mimo tego co zrobiła sama przed chwila to jelenia w jakiś sposób było jej żal. Podeszła więc do niego i ściągnęła go z krzaków.  

Części Duszy II

II


Okazało się że głębiej w lesie faktycznie są niewielkie skalne skarpy, jedna z ścian jest idealnie osłonięta ze wszystkich stron. Jednak Ariko przysięgła by że może niewiele ale ktoś w tym pomógł i nie było to dzieło matki natury. Jeśli za to chodzi o jaskinie, elf by może nie nazwał w ten sposób jednak że kryjówka była faktycznie idealna. W pewnym miejscu, dosłownie tuż przy ziemi skarpa pękła, deszcze podmyły delikatnie ziemię w tym miejscu dzięki czemu można było się tam przeczołgać. Po drugiej stronie natomiast było całkiem spore pomieszczenie, i to już w całości dzieło przyrody które formowało się tu przez lata. Może za jeszcze paręnaście lat ściana pod którą dziś musieli się przeczołgać całkiem pęknie otwierając to przed wszystkimi jednak dziś dwójce mieszańców mogła posłużyć za kryjówkę. Mniej więcej po środku pomieszczenia żarzyło się jeszcze parę gałązek drewna a wkoło było rozłożone kilka rzeczy miedzy innymi pod ścianą było też prowizoryczne posłanie z materiału i mchu. Identyczne było na przeciwko. Farus usiadł po turecku zdejmując z siebie pelerynę i rzucając ją pod ścianę na jedno z posłań. Zaraz potem dorzucił parę gałązek drewna które leżały zaraz obok przykryte materiałem. Jego oczy dosłownie zaświeciły się na moment, kiedy to schylił się prawie do ziemi i delikatnie jak by chciał pocałować bolący palec dziecka wypuścił z siebie wolno powietrze. W jednej chwili z gałęzi do góry buchnął ogień, wesoło przy tym sycząc a chłopak znów się wyprostował. Zerknął na dziewczynę która dalej stała pod ścianą z pod której dopiero dostała się do pomieszczenia.
  • Siadaj – zachęcił ją uśmiechając się.
  • Przygotowałem ci nawet posłanie, choć i tak jeśli się zgodzisz to chce tu zostać góra dwie noce.
  • Może najpierw powiesz mi po co ten cały cyrk – dziewczyna nagle jak by się ożywiła, usiadła naprzeciwko Farusa i zdjęła swoją pelerynę kładąc ją obok.
Chłopak chwile przyglądał się jej uważnie, nie widzieli się jakieś pięć lat, z tego co wiedział musiała teraz mieć jakieś dwadzieścia lat, w podobnym wieku byli gdy spotkali się pierwszy raz a on sam miał w tedy piętnaście. Dziewczyna nie zmieniła się jednak jakoś specjalnie, została drobnego wzrostu i budowy, zaokrągliła sie co prawda w niektórych miejscach ale wielkiej zmiany nie zauważył. Kiedy tak lustrował ją swoim wzrokiem od stup do głów w końcu zatrzymał się na jej oczach. Były śliczne, już ostatnim razem tak uważał ale w tej chwili rzucały w niego iskrami wręcz był w stanie dostrzec jak wycelowuje nimi w jego głowę.
  • Emm... mówiłaś coś? - wyrwał w końcu z siebie ale dziewczyna ewidentnie nie byłą z tego zadowolona.
  • Po coś mnie tu ściągnął?! - warknęła i chłopakowi natychmiast na myśl przyszła puma która właśnie szykuje się żeby rzucić się na jelenia. Zaczął nerwowo chichotać i uspokajać ją gestem ręki.
  • Spokojnie, już wszystko ci wytłumaczę – powiedział i w jednej chwili spoważniał.
  • Słyszałaś kiedykolwiek o Lucynadzie? - dziewczyna przymknęła oczy przemyśliwając coś przez chwilę.
  • To był smok prawda? - zapytała w końcu.
  • I tak i nie...
  • Hybryda?
  • Nie... to nie o to chodzi. Lucynad był magiem, bardzo zdolnym magiem. Był uczniem Grandiana.
  • Ahh słyszałam o nim! Biały smok z gór Brunadis, podobno sprzeciwił się swojemu gatunkowi i udał się do ludzkiej osady gdzie pod ludzką postacią służył swoją wiedzą i zdolnościami.
  • Tak, Grandiana sądził że wszystkie rasy powinny żyć wspólnie i pomagać sobie nawzajem. Więc przybrał ludzką postać, zamieszkał w wiosce która była poważnie poszkodowana po walkach jakie toczyły ze sobą orgi. Używał tam sztuki leczenia oraz uczył dzieci. Wioska rozrosła się i żyła w dobrobycie kiedy przybył do niej młody Lucynad. Prosił Grandiana aby ten nauczył go sztuki leczenia i ten się zgodził. Im dłużej jednak żyli razem tym Lucynad stawiał coraz wyższe wymagania. Opanował już czary lecznicze i jako jedyny który nie był smokiem nauczył się zaklęcia Qartunium. W  pradawnym języku smoków oznacza to po prostu życie. Pozwala ono na samoistne zamykanie się ran bez naszej ingerencji. Dla tego smoki tak trudno zabić. Gdyby miało się jednak na tym zakończyć to bym cię nie wzywał, chodzi o to że Lucynad prosił żeby Grandiana nauczył go jak się bronić, zarzekał się że ceni życie nade wszystko i pragnie jedynie chronić innych. Jego nauki się pogłębiały. Gdy miał 25 lat Grandiana zginął w tajemniczy sposób. Był zupełnie pozbawiony krwi, a serce i głowa zniknęły.
  • Słyszałam że zginął w taki sposób no i co dalej? -dziewczyna usiadła wygodniej, wyglądało na to że historia ją zaciekawiła.
  • Lucynad udał się w góry Brunadis. Spotkał tam inne smoki i powiedział że jest wychowankiem Grandiana, zaniósł im wieść o jego śmierci jak i prośbę żeby znaleźli winowajce. Jak pewnie wiesz smoki są bardzo zadufane w sobie, uważają się za panów świata. Oczywiście odmówiły, na co Lucynard poprosił by chociaż zajęły się nim teraz gdy nie ma on już nikogo. Na to rzecz jasna wyśmiały go. Lucynad wydawał się załamany, błagał więc na kolanach by pozwolono mu zostać na jedną noc przed ciężkim powrotem do wioski. Widząc jego całkowitą uległość smoki zgodziły się. Żaden nie przeżył tej nocy.
  • Jak to?
  • Lucynad zamordował Grandiana a z pozostałości jego ciała stworzył coś na wzór eliksiru, udało mu się posiąść brutalną siłę smoka którą ten zapieczętował głęboko w swym sercy wybierając drogę łagodności i życia z ludzmi. Lucynad wymordował smoki i przejmował ich moc po kolei. Podobno zmienił się nie do poznania i kazał wszystkim mówic do siebie Refycul. Stał się poważnym wrogiem wszystkich ras. Siedmioro magów których uczył Grandiana zebrało się by go unieszkodliwić, jednakże tylko Refycul pobierał nauki z dziedziny walki. Nawet razem nie dawali mu rady kiedy dołączył do nich Kirand. Był bratem Grandiana. Mieszkał w lasach Firend i przybył gdy tylko wojna zaczęła ogarniać coraz to dalsze rejony. Zebrał siedmiu magów i przekazał im zaklęcie dzięki któremu udało się zabezpieczyć Refycula. Jednak że po prostu podzielili jego moc na cztery części podczas gdy on sam został zamrożony w górze gdzie się narodził.
  • W górach Brunadis?
  • Gdzieś tam, problem pojawia się tu że sześcioro z tamtych magów umarło razem z Kirandem, poświęcając swoje siły bo stworzyć cztery naczynka w których można było umieścić części mocy Refycula, Smok żeby jego samego zamknąć. Siódmy mag zabrał wszystkie naczynia i oddał czwórce zaufanym. I był by Happy end gdyby nie fakt że w takich wypadkach zawsze trafi się jakaś szumowina która zechce uwolnić maga z siłą 30 smoków aby podbić świat. - na to dziewczyna musiała się uśmiechnąć.
  • Więc? Co to za szumowina którą trzeba powstrzymać?
  • Armad..
  • Armad? Ten ludzki król? No to nie mamy się czym przejmować!
  • Też tak myślałem i w tedy zostałem wezwany do gniazda..
  • Smoków? Ty?
  • Taa ojciec chciał mnie widzieć... - chłopak położył się na plecach przyglądając się stalagmitom po czym przymknął oczy.
Był smutny, to Ariko była w stanie zrozumieć, w ich przypadkach żadne z rodziców najczęściej nie chce się przyznawać do dziecka a jeśli nawet zostaje się przez któreś zaakceptowane to i tak żadne z gatunków nigdy nie powie "witaj wśród swoich". W przypadku Farusa wychowywała go matka przynajmniej dopóki gdy miał dziesięć lat nie została zamordowana przez jednego z podwładnych jego ojca. O przeszłości zdążyli już dużo rozmawiać ostatnim razem. Byli parą dzieci które nagle w świecie gdy zawsze liczyli tylko na siebie znaleźli kogoś podobnego do siebie. Zaufali wtedy sobie i podzielili się smutnymi wspomnieniami. Jednak Farus żył jako najemnik, wspierał każdego kto pomagał mu przetrwać, w tedy mu pomagała, może nawet widziała szanse dla siebie w takim życiu ale Elfy nie chciały słyszeć o tym żeby było głośno gdziekolwiek o nieślubnej, mieszanej córce króla elfów. Szybko ją znalazły i zamknęły w klasztorze, gdzie miała odejść w niepamięć. Ariko przysunęła się bliżej chłopaka, chciała coś zrobić, cokolwiek. Przytulić go albo jakoś inaczej pocieszyć ale wiedziała że chłopak nie był przyzwyczajony do tego że ktoś go dotyka, nie był przyzwyczajony do bliskości. Ostrożnie tylko przesunęła ręko po jego zamkniętych oczach. Czuła jak napina skórę pod wpływem jej rąk więc po prostu zsunęła ją odsłaniając oczy spod włosów.


  • Dokończ... - powiedziała cicho.
  • Podobno jeden z hybryd... taki jak ja... podobno włamał się do gniazda i zabrał jedno z tych naczyń. Smoki są wyraźnie zaniepokojone bo krasnoludy straciły też swoje. Podobno widzieli tylko jak człowiek z smoczymi skrzydłami odlatuje nad ich kopalnią.
  • Nie do końca rozumiem... W czym może mieć pożytek z tego.
  • Podobno nienawidzi swojej smoczej części rodziny, jego matka była smoczycą a ojciec krasnoludem. Został porzucony przez matkę i wychowany w ludzkiej wiosce. Nie wykluczone że po prostu widzi w tym wszystkim szanse zemsty, nie zdaje sobie sprawy do czego może doprowadzić. Ponoć to jeszcze dzieciak... Ojciec zaproponował że jeśli znajdę go i się go pozbędę oraz zażegnam całej sytuacji będę mógł żyć wśród nich. - dziewczynę przeszedł dreszcz po plecach, chłopak dalej nie otworzył oczu wiec wpatrywała się w rysy jego twarzy ale coś ją cały czas martwiło. Cały czas w tym wszystkim nie widziała też swego udziału.
  • No i? - chłopak gwałtownie otworzył swoje smocze oczy jednak dziewczyny to nie przeraziło, mimo że nie widział ich tyle czasu nie bała się ich właściciela.
  • Nie wierzę mu, z resztą nie chce tego. Ale problem przebudzenia Refycul jest też mój więc powiedziałem że się tym zajmę.
  • I zabijesz innego mieszańca? - chłopak uśmiechnął się.
  • Tylko jeśli stwierdzę że chłopak stanowi zagrożenie. -dziewczyna uśmiechnęła się lekko na te słowa.
  • No wiec co zrobisz teraz?
  • To ta cięższa część, nie chce żebyś poczuła się wykorzystana... cenie twoje umiejętności i na pewno będą one przydatne jeśli tylko się zgodzisz ale.. chce znaleźć pozostałe naczynia, ta hybryda też.
  • I? Kto ma pozostałe?
  • Jeden mają magowie... ale to nie stanowi problemu. Problemem jest czwarty, do którego możesz doprowadzić tylko ty. 

Części Duszy rozdział 1

Rozdział 1



I


              Najbliżej Karhem leżała niewielka wioska nazywana Stricfild. Od Karhem dzieliło je tylko cieśnina pomiędzy Jurkuną a Zarią, była najłatwiejszym sposobem przedostania się do lasów Elfów. Przez to jednak nie cieszyła się zbyt dużą popularnością. Mało kto się tu zapuszczał,jeżeli już to raczej byli to wyjęci spod prawa, opuszczeni i wygnani z rodzin. Wioska miała tylko pare domów i jedną niewielką gospodę, na dzień dzisiejszy na zewnątrz stały tylko dwa konie przy czym jeden z swym właścicielem przybył w te okolice ponad kilka miesięcy temu a drugi dopiero tego wieczoru. W środku była mieszanina różnych ras. Całkiem sporo krasnoludów, z dwa orgi i kilku ludzi. Za barem stał pokaźnych rozmiarów mężczyzna z długą, gęstą brodą. Widok mimo odludzia był dosyć codzienny, pijani mężczyźni, na wpół porozbierane kobiety. Tylko jedna postać wyróżniała się juz na pierwszy rzut oka. Siedział w koncie przy jednej świeczce i kuflu piwa, ubrany był w czarną pelerynę z kapturem naciągniętym na głowę. Jedna z dziewcząt o krwisto czerwonych włosach i złoto zielonych oczach jak od kota podeszła do niego i nie przejmując się usiadła mu na kolanach. Zaczynała się podniecająco wiercić po czym ręką złapała chłopaka za podbródek i podniosła cały czas spuszczoną twarz. Sytuacje obserwowało parę osób ale żadne bez większego zainteresowania kiedy dziewczyna nagle pisnęła. W tym momencie do gospody weszła drobna dziewczyna o gęstych długich brązowych włosach i oczach błyszczących jak para diamentów. Szybkim, skocznym krokiem podeszła do dziewczyny która właśnie zbyt szybko chciała się wycofać i przewróciła się razem z stołem.
  • Mieszaniec! Mieszaniec! - zaczęła krzyczeć czołgając się w tył po podłodze, chłopak jednak był nie wzruszony, delikatnie tylko podniósł na nią wzrok.
Miał czerwone oczy, zupełnie jak rozpalone kamienie, do tego źrenice zwęziły się jak u kota szykującego się do skoku, mimo strachu dziewczyny był czymś wyraźnie zadowolony. Na ten widok dziewczyna już miała na prawdę głośno krzyknąć gdy nowo przybyła od tyłu zasłoniła jej usta. Za nim wystraszona jakkolwiek zareagowała poczuła drobny sztylet na swojej szyi.
  • Te dzisiejsze dziwki robią stanowczo za dużo hałasu – wyszeptała jej do ucha nowo przybyła.
  • Uciekaj mi stąd i jeśli można to zapomnij o tym – dodała zaraz mocniej przyciskając dziewczynie ostrze do szyi, tak że na duży biust popłynęło parę kropel krwi.
Po tym wypuściła dziewczynę a ta szybko pobiegła do kuchni.
  • Ariko myślę że za bardzo przejmujesz się gapiami – chłopak z kąta odezwał się pierwszy raz od swojego przybycia do Stricfild i parę zdezorientowanych po całej sytuacji osób teraz tym bardziej się mu przyglądało.
  • Przejmuje się gapiami? Chyba żartujesz?! Chciałam sobie zrobić miejsce! - powiedziała brązowowłosa chowając sztylet.
Podeszła do chłopaka i najnormalniej w świecie uderzyła go z pięści tak że ten spadł z krzesła. Kaptur spadł i chłopak spojrzał w stronę dziewczyny swoimi czerwonymi oczami. Miał czarne długie włosy i smukłą śliczną twarz. Był umięśniony ale bez przesady a na prawej ręce miał długą cienką bliznę. Przyłożył ja do czerwonego policzka w który oberwał i uśmiechnął się.
  • Czekałem na ciebie – powiedział wstając i dziewczyna już się zamachnęła po raz drugi ale powstrzymała się widząc jak chłopak zasłania się rękami.
  • Czekałeś? Czekałeś?! - Ariko drugie słowo wykrzyczała.
Nachyliła się nad nim i z całych sił podniosła za kawałek bluzki którą teraz było widać z pod peleryny. Był od niej o ponad głowę wyższy a mimo to dawał ze sobą robić co chciała i jedynie co chwila się zasłaniając w obawie przed ciosem. Cała sala teraz na nich patrzała, kilka pijanych rechotało pod nosem.
  • Wychodzimy – warknęła wyraźnie podirytowana i nie czekając na zgodę pociągnęła go do wyjścia.
Była ciepła noc, niebo czyste i księżyc oświetlał całą wioskę kiedy oboje podeszli do koni.
  • Wydajesz się być zła... - powiedział niepewnie stając za swoim koniem na wypadek gdyby dziewczyna znów postanowiła do uderzyć.
  • Wydaję się?! Udało mi się w końcu wyrwać od tych idiotek z świątyni miłosierdzia słońca, o ile nie wierz po tym jak ostatnim razem udało mi się stamtąd uciec to z tobą pojechałam wtedy wesprzeć ludzkie wojska! Elijan była na mnie wściekła! Gdy tylko jej ludzie mnie złapali zamknęli mnie tam z powrotem! Miałam co najmniej dziesięć razy trudniej! I gdy w końcu udało mi się, to wiesz co? Zajechałam aż nad morze Farhani kiedy mnie złapali... jednak nie chcieli mnie zawieźć do klasztoru... nie... powiedzieli że ktoś w Karhem otrówa elfy, niby nikt nie ginie ale są to trucizny których ich medycy nie znają. Wszyscy są w ciężkich śpiączkach. Odkryto że to trucizny z smoczych łusek. A zgadnij wszyscy wiedzą że na wojnie towarzyszył mi Farus... Mieszanie... Hybryda smoka i człowieka! - Ariko niczym łania wskoczyła na swojego siwego wierzchowca i spoglądała gniewnie na chłopaka.
  • Czy w takim razie nie powinnaś mi dziękować? Nie wróciłaś do klasztoru gdzie normalnie zesłała by cię królowa. - chłopak uśmiechnął się wskakując na czarnego ogiera jednak widząc minę dziewczyny poczuł że stąpa po cienkim lodzie.
  • Dziękować? Mam ci dziękować za to że atakujesz moich braci i siostry?! Coś ty wymyślił?! Przecież ja też jestem jedną z nich?! Po za tym puki się nie wychylałam Elijan miała w głębokim poważaniu czy żyje czy już gdzieś nie zdechłam!
  • Wiesz tak samo dobrze jak ja że tak nie jest, dziwię ci sie że jeszcze ich nie znienawidziłaś. Nie jesteś elfem... ani człowiekiem. Nigdy nie będziesz tak samo jak ja nigdy nie będę ani smokiem ani człowiekiem. Z tego co wiem kiedy twój ojciec przyznał się przed królową do zdrady i do ciebie to spotykały cię same nieprzyjemności ze strony jego żony ale też innych elfów. Elijan żeby ukryć fakt zdrady nie zaakceptowała cię, tylko ukryła w tym zakonie w nadziei że świat o tobie zapomni.
  • Zapomniał by dużo szybciej gdybyś mu ciągle nie przypominał.
  • To dopiero drugi raz – zaśmiał się wzruszając ramionami.
Dziewczyny spojrzała na chłopaka tak że gdyby jej spojrzenie paliło to zostały by z niego popalone kości po chwili jednak odetchnęła głęboko.
  • Prowadź, gdzie jest twój obóz. Tylko się ze mną nie drocz, nie siedział byś tak blisko Karhem po tym co zrobiłeś i to jeszcze na widelcu w gospodzie gdyby nie fakt że wiedziałeś że przyjadę. Przyjechałeś  tu tylko po mnie a naprawdę ukrywasz się gdzieś w lesie bardziej na południu.
  • Twój instynkt tropicielki czasem mnie przeraża – Farus zaśmiał się i popędził swojego konia przez kałuże.
Przez kilka ostatnich nocy ciągle padał deszcz, więc ziemia mimo ciepłego popołudnia i wieczoru była wilgotna. Konie jednak nie zdawały się tym przejmować. Główną drogą przejechały tylko kawałek żeby za najbliższym rogiem przeskoczyć wysokie krzaki i jechać już lasem. Klapki osłaniały zwierzętom oczy bo co chwile z jakiejś strony uderzały je gałęzie. Ariko co chwile niespokojnie zerkała za siebie po czym z powrotem do przodu. Farus w tej chwili wydawał się czymś pomiędzy duchem, zjawą a jakimś demonem z piekła. Peleryna przez pęd powietrza teraz szybowała delikatnie nad nim niczym skrzydła nietoperza. Była trochę porozrywana, co świadczyło że często jeździ w ten sposób. Teraz też można było zobaczyć że na plecach miał długi miecz w czarnej pochwie. Oczy świeciły mu się teraz z podekscytowania a wyraz twarzy przypominał wykrzywioną twarz diabła. Wyraźnie bawiła go ta jazda podczas gdy jego towarzyszka ze wszystkich sił próbowała uchylać się przed ciosami drzew. Jej włosy porozwiewały się odsłaniając dużo dłuższe niż u ludzi uszy delikatnie zakończone szpicem. Ariko starała się jak najbardziej zasłonić końskim łbem ale fakt że nie widziała drogi bardzo jej przeszkadzał. Na szczęście ten odcinek nie trwał też długo. Po jakimś czasie dotarło do niej że koń przebiega płytki strumyk. Podniosła głowę, Farus teraz zwolnił i rozprostowywał się na końskim grzbiecie. Zerknął na nią rozbawiony.
  • Zatrzymałem się tutaj w jaskiniach, zostawimy konie przy bocznej ścianie. - Ariko niespokojnie spojrzała w tył.
  • Nie martw się, nikt i tak nie będzie nas szukał – dodał widząc jej reakcje.
  • Czyżby? A co z elfami w śpiączce? Sądzisz że tak to zostawią? - spojrzała znów na chłopaka z lekką irytacją.
  • Kiedy dowiedziałem się że po ciebie posłali odczekałem dwa dni i zostawiłem odtrutkę tak by na pewno ją znaleźli z patrolu. - uśmiechnął się jak by z diabła przed chwilą przeobraził się w uroczego chłopca.
  • No a sprawa przez którą potrzebowałeś mnie? Nie powiedziałeś o co chodzi więc mogę podejrzewać że ktoś będzie cię szukał – chłopak zaczął chichotać i zeskoczył z konia po czym podszedł pod drugie zwierze.
  • Nic ci nie grozi jak na razie, odpuść już te swoje elfickie strachy i przyzwyczajenia. - Farus poklepał siwego konia po szyi i odwrócił się do dziewczyny plecami podnosząc lejce swojego wierzchowca.


Zrobił parę kroków po czym zatrzymał się patrząc wyczekująco na dziewczynę. Ta na ten gest uśmiechnęła się pod nosem. Zrobiła to pierwszy raz od kiedy się spotkali, wiec chłopak dopiero teraz odetchnął z ulgą. Ariko sprawnie ześlizgnęła się z siodła i poprowadziła zwierze za sobą, sama podążając za chłopakiem.

Części Duszy Prolog

                                                             Prolog

           Rozpadał się straszny deszcz i wszystkie sosny huśtały się z boku na bok jak by zaraz miały się złamać pod naciskiem silnego wiatru. Kraina była położona pomiędzy czterema szczytami, były nazwane po czterech Elficzkach które w pradawnych czasach założyły tu niewielką osadę: Marika, Jurkun, Zaria, Aruna. Najwyższa z nich była ta ostatnia i tam też po wiekach zbudowano pałac. Piękna kryształowa część przylegała do zbocza góry w której ciągnęły się korytarze i pokoje dzięki czemu góra stała się nieodstępną częścią pałacu co znowu sprawiało iż zdobycie zamku stawało się niemal niemożliwe. Nikt nie mógł przecież pokonać góry ani matki natury która jak twierdzono od zawsze wspierała Elfy. Pomiędzy szczytami kraina była porośnięta gęstymi lasami mieszanymi przemieniającymi się w iglaste tylko u podnóża Aruny. Z czasem Kraina przybrała nazwę Karhem, jednak z reguły mało kto się tutaj zapuszczał. Przejście przez góry było trudnym zadaniem a jeśli nawet się to komuś udało to na tym się kończyło. Elfy bardzo starannie broniły swych terenów, niewielkie domostwa były pozornie przypadkowo rozstawione po rozległym leśnym terenie. Mówiono jednak że z zamkowych komnat Elfy są wstanie dostrzec każde z nich. Jaki był tego skutek? Jeżeli ktoś nawet pokonał góry i wchodził w gęste zarośla nie mógł albo znaleźć drogi i gubił się na zawsze albo na swoje nieszczęście trafił na strażników lasów wyspecjalizowanych w ukrywaniu się na drzewach oraz walki zarówno łukiem jak i sztyletami. Mówiono więc że Karhem jest poza zasięgiem kogokolwiek poza elfami. Dlatego dziś w czasie ulewy Wszystkie elfy były tak podenerwowane. Zespół składający się z trzech elfów, dwóch kobiet i jednego mężczyzny gnał konno przez las. Wydawało się że wiatr odgina gałęzie drzew umożliwiając im przejazd. Kopyta koni uderzały o mokrą ziemie rozchlapując błoto na boki. Nagle gdy ostatnie drzewa przed nimi się rozchyliły stanęli przed niemal gładką ścianą. Zwierzęta nerwowo rżały i dreptały w miejscu gdy nagle duży fragment ściany jak by zapadł się do środka góry po czym odsunął na bok. Cała trójka wjechała do środka, mężczyzna zeskoczył z konia i podszedł do jednej z kobiet. Ta nie schodziła z konia tylko odchyliła się trochę ukazując co całą drogę tak skrupulatnie ściskała i osłaniała przed deszczem. Była to mała elficka dziewczynka, była wyraźnie zmarznięta i zmęczona. Kobieta podała dziecko na co mężczyzna przytulił je do siebie i szybkim krokiem poszedł w jeden z korytarzy. Wszyscy których napotykał pośpiesznie schodzili mu z drogi aż nagle stanął przed ogromnymi posrebrzanymi drzwiami, służba otworzyła je przed nim i jego oczom ukazała się wielka sala. Była okrągła a ściany były ze szkła tak że widać było całe Karhem oraz jedną stronę gór. Na samym środku był srebrny tron cały w jasno niebieskim materiale. Kobieta która była w sali jednak nie siedziała na nim. Krążyła niespokojnie po całej sali znieruchomiała jednak gdy zobaczyła mężczyznę. Ten uklęknął na jedno kolano i ściągnął srebrny hełm przez co mokre, długie, blond włosy poprzyklejały się do pleców.
  • Wasza wysokość... - zaczął pokazując śpiące dziecko jednak kobieta uciszyła go ruchem ręki.
  • Zatrute? - rozległ się jej melodyjny głos ale twarz miała ściśniętą ze złości.
Obróciła się do niego przodem tak że delikatna jedwabna sukienka w jasno różowym kolorze zafalowała w powietrzu.
  • Tak moja pani.. - odpowiedział mężczyzna z wyraźną niepewności.
Kobieta nie odpowiedziała uniosła dumnie wysoko głowę i odwróciła się w stronę tronu po czym ruszyła do niego. Suknia znów zafalowała, mężczyźnie przypominała ona delikatne płatki lilii.
  • Zabierz ją do skrzydła szpitalnego, niech nasi medycy zajmą się nią..
  • Elijano! - przerwał jej mężczyzna, na co ta spojrzała na niego zaskoczona.
  • Daruj mi proszę ale to na prawdę za wiele! Musimy coś z tym zrobić! Ile Elfów ma jeszcze paść jego ofiarą?! Wiem.. rozumiem co musisz czuć... na pewno wracają wspomnienia... i ta ... hańba... Ale wiesz tak samo dobrze jak ja że to na pewno on... nie robi tego bez powodu.. to zaproszenie... szuka jej... musisz ją wezwać nie zależnie od tego jak bardzo jest to dla ciebie przykre. Proszę... pomyśl o tych wszystkich którzy ciągle leżą nie przytomni...
Wyglądało na to że kobieta zaraz go uderzy, wręcz już się zamachnęła kiedy zawahała się w połowie ruchu. Dopiero teraz dostrzegła że kryształowe łzy spływają jej po twarzy. Cofnęła rękę i spojrzała na małą dziewczynkę. Nachyliła się do niej i pogłaskała po jasnych włoskach po czym spojrzała w niebieskie oczy mężczyzny.
  • Wiem... daruj mnie proszę... Weź trzech ludzi, najlepsze konie i proszę cię.. jedźcie czym prędzej. Zrób co będzie w twojej mocy żeby przyjechała do nas... - na tą mężczyzna wstał błyskawicznie i niemal biegiem puścił się przez korytarze.


Królowa została sama ze sobą. Nie podniosła się jeszcze, zasłoniła tylko twarz rękami i cicho łkała.

niedziela, 28 września 2014

Zapraszam!

Serdecznie zapraszam do czytania moich opowiadań!
         Na razie postaram się terminowo wrzucać co tydzień kolejny rozdział "Części Duszy". Jest to powieść fantastyczna rozgrywająca się w innym świecie i zamierzchłych czasach. Opowiada o dwójce hybryd czyli stworzeń zrodzonych z połączenia dwóch różnych gatunków. W świecie w którym żyją są traktowani jako wyrzutki, bez ustanku na swej drodze napotykają smutek i cierpienie ale kiedy w pewnym momencie ten świat potrzebuje pomocy ruszają w podróż która ma na celu jego ochronę.