III
Ariko
była wyraźnie zbita z tropu, robiła szybki "rachunek
sumienia" co mogła by mieć z tym wspólnego. Chłopak
usiadł i przyglądał się jej z zaciekawieniem kiedy ta ostrożnie
się odsunęła.
- Czwarty jak pewnie się domyślasz wylądował u Elfów.
- Nie pójdę do Elijan jeśli o to ci chodzi!
- Nie, nie! Spokojnie, czwarte naczynie miał król nie królowa. Jednak według oficjalnych informacji król Arolin w pewnym momencie wyruszył na misje podczas której zaginął. Ale to informacja podana do wiadomości dla tych którzy nie wiedzą o twoim istnieniu.
- Mój ojciec został przez Elijan wygnany... - dodała Ariko jak by w transie.
- Tak opuścił królestwo dobrowolnie i zaszył się nie wiadomo gdzie. A wszyscy wiedzą że Elfa nie da się wytropić chyba że samemu jest się elfem. Nikt nie będzie ryzykował przejścia do Karhem żeby porwać jakiegoś tropiciela bo tam jest to zwyczajnie niemożliwe. A po za tą krainą można znaleźć tylko jedną istotę która jest w stanie znaleźć innego elfa. I to ty. Wezwałem cię żebyś mi pomogła znaleźć swojego ojca i by upewnić się że nikt nie znajdzie ciebie przede mną. Mam nadzieje że się nie gniewasz że to było moim głównym powodem, jednak że kiedy znajdziemy już ostatnią część będę szczęśliwy jeśli zgodzisz się zostać i mi pomóc dokończyć tą misje.
Coś w
dziewczynie się burzyło, czuła że powinna być zła ale nie do
końca dochodziło do niej dlaczego. Z drugiej strony jasne było że
Farus potrzebuje jej pomocy a czy ważne było do czego? Więc
dlaczego w tej chwili była zła? Choć może zła to nieodpowiednie
słowo, nie do końca wiedziała co w tej chwili czuje ale odetchnęła
głęboko i spojrzała na chłopaka.
- Nie jestem elfem... ale jeśli dam rade to ci pomogę, w końcu skoro już przyjechałam i i tak mam przechlapane. - zaśmiała się na co chłopak też się uśmiechnął.
Tej nocy
zostali już w jaskini, Farus szybko położył się spać podczas gdy
Ariko nie mogła zasnąć, przez parę godzin cały czas wierciła się
na sowim posłaniu. Nie chodziło o to że było jej nie wygodnie czy
coś podobnego. Właściwie sama do końca nie wiedziała co ją tak
męczyło, w pewnym momencie po prostu wstała. Upewniła się że
Farus śpi i jak najciszej wyczołgała się z jaskini. Nie miała
problemów z ciemnością od dawna już się do niej
przyzwyczajała, nie chcąc zwracać na siebie większej uwagi po
prostu poruszała się pod osłoną nocy. Noc od dawna nie była taka
pogodna jak dziś. Księżyc był w pełni, co sprawiało że las
mógł skrywać wiele niebezpieczeństw jednak Ariko nauczyła
się żyć jak inne elfy, była w stanie czytać znaki wysyłane
przez przyrodę i w porę spostrzec zagrożenie. Wyprostowała się i
otrzepała z ziemi, była wilgotna więc na bluzce pozostały plamy
ale nie przejmowała się tym teraz. Najpierw planowała po prostu
przejść się przed siebie w głąb lasu, był to dobry pomysł bo
chłodne nocne powietrze dodało jej sił. W końcu doszła do
płytkiego strumyka który już raz dziś mijała. Ochlapała
się lodowata wodą i delikatnie wytarła ziemie z bluzki. Nie był
to dobry pomysł dla kogoś kto chciał spróbować zasnąć
jednak ona czuła że i tak nie zmruży już dziś oczu.
Nachyliła się nad wodą, płynęła wolno dzięki czemu w tafli
wody pojawiło się jej odbicie. Było delikatnie rozmyte ale Ariko
natychmiast dostrzegła w swojej postaci jasne oczy i szpiczaste
dłuższe uszy które były odsłonięte przez mokre włosy.
Normalnie chowała je w gęstych brązowych włosach które
odziedziczyła po matce. Teraz delikatnie przejechała po nich
palcami i nagle poczuła że najchętniej po prostu by się
rozpłakała. Położyła się na trawie obok strumienia i wpatrywała
się w gwiazdy. Przez chwile myślała o Farusie, o tym co chłopak
musiał czuć kiedy wiedział że spodka swojego ojca. Ojca który
się go wyrzekł i przypomniał sobie o dziecku gdy było mu
wygodnie. Ona miała inaczej, jej matka porzuciła ją zaraz gdy się
urodziła, za to ojciec postanowił podarować jej życie. Zabrał do
pałacu elfów w nadziei że żona zrozumie i pozwoli jej
zostać. Stało się niestety inaczej, Elijan była wściekła,
rozkazała mężowi pod pretekstem misji opuścić pałac. Pod czas
gdy małe dziecko oddała pod opiekę kapłanek medycznych czczących
słońce. Może nikt by się o tym nigdy nie dowiedział, gdyby nie
fakt że krew elfa w żyłach małej dziewczynki była silna.
Przejawiała zdolności komunikowania się z naturą, zdolności
tropicielki oraz wojowniczki. Z charakteru poszła bardzo w ślady
ojca co dodawało tylko nienawiści Elijan wobec dziecka. Arika
zaczęła obserwować ranne elfy w klasztorze, widziała jak ćwiczą
swój fechtunek przy powrocie do zdrowia, miała także dostęp
do wielu ksiąg należących do kapłanek i w pewnym momencie nie
dało się zapobiec jej ucieczce. Dziewczyna uśmiechnęła się i
zamknęła oczy głęboko oddychając.
- Na początku szukało mnie dziesięciu strażników – szepnęła sama do siebie.
- Za nic by mnie nie znaleźli gdyby nie on... - przed jej oczami pojawiło się coś jak by wizja.
Mała
nora wygrzebana przez jakieś zwierze. Długo się tam ukrywała, ale
w tedy była burza. Woda zaczęła wpadać do jej schronienia.
Wydostała się na zewnątrz, słyszała huki, wiedziała że
niedaleko trwa zażarta walka. Cały las wydawał się taki
niespokojny a ona chciała od tego uciec. Wydawało się jej że
biegnie w przeciwnym kierunku kiedy nagle wpadła na tych dwóch
orgów. Miała wtedy z trzynaście lat i była wystraszona ale
instynktownie wyciągnęła swój łuk. Sama go zrobiła,
podobnie jak strzały. Większy org zauważył ją i rycząc tak że
ślina kapała mu z ust zaczął do niej podchodzić. Sama nie
wiedziała kiedy wypuściła pierwszą strzałę ale następne
pamiętała doskonale. Już pierwszą go trafiła w ramie, następna
w brzuch i trzy kolejne po czym ostatnia prosto w głowę. Stwór
padł tuż przed nią, ale nie bała się, szybkim ruchem wyrwała
strzały tkwiące w brzuchu. Trzy włożyła w usta tak by jej nie
przeszkadzały a czwartą nałożyła na łuk. Org widząc to nie
czekał dłużej na zaproszenie. Rozległ się kolejny grzmot kiedy
stwór padł w połowie drogi. Strzała trafiła idealnie między
oczy. Ariko niczym zwierzę wyczuła czyjąś obecność za sobą i
w ułamku sekundy odwróciła się wypuszczając strzałę.
Trafiła w tył głowy orga który właśnie uniósł miecz by
kogoś zabić. Kolejne ułamki sekundy sprawiły że zauważyła że
razem ze strzałą, dosłownie w tym samym momencie org został
przeszyty długim mieczem którego czubek wystawał z pleców.
Orgi mają czarną krew i ta właśnie spływała po ostrzu tak że
wydawało się jak by żelazo z którego zostało zrobione było
czarne. Chłopak który trzymał rękojeść odrzucił wielkie
cielsko na bok wyraźnie zaskoczony. Dziewczyna z daleka widziała
jego jarzące się oczy, w pierwszej chwili wydawało jej się że to
smok w ludzkiej postaci ale po chwili pozbyła się tego uczucia.
Brakowało mu szponów na rękach i tej dziwnej delikatnie
czerwonej skóry. Do tego po paru chwilach dokładnego
lustrowania jej wzrokiem chłopak upadł. Działała całkowicie
instynktownie podbiegając do niego. Nachyliła się od tyłu nad
jego głowa tak że jej mokre włosy łaskotały go po twarzy.
Widziała jak krew wypływa z jego prawego boku jednak gdy wyciągnęła
rękę by dosięgnąć rany poczuła chłodne żelazo na szyi. Farus
był przytomny, mimo braku sił był nieufny i gotów zabić ją
w każdej chwili. Teraz Ariko uśmiechnęła się na tę myśl ale
nigdy później nie mogła zrozumieć swojej reakcji. Kiedy
spojrzała z powrotem na jego twarz wtedy powinna się bać, powinna
zareagować w jakikolwiek inny sposób niż to zrobiła. Tym
czasem ona sama dopiero wtedy zrozumiała kim jest ranny chłopak,
nie wiedziała czemu do głowy przyszedł jej pomysł że nie jest
już sama i nie przejmując się jego wrogością rozpłakała się.
Chłopak był wyraźnie zaskoczony tym i wystarczała jedna chwila
jego zawahania by ona po prostu opadła na jego twarz. Przytuliła
swój policzek do jego czoła i długą chwile tak leżeli w
deszczu. Teraz miała wrażenie że na to wspomnienie robi się
czerwona. Energicznie poderwała się do pozycji siedzącej i otarła
twarz. Od tamtej pory trzymali się razem, miała wrażenie jak by
miała starszego brata. Nie raz później żałowała że
Elijan ich rozdzieliła kiedy wojna w której ludzie odzyskali
swoje ziemie spod władzy orgów zyskała na sławie i na wielu
ustach były imiona dwójki mieszanych nastolatków.
Ufała Farusowi, tęskniła za nim, za tamtym życiem. Teraz mimo
wszystko była szczęśliwa że to wróciło. Nie tak dawno
twierdziła że zrobiła by wszystko żeby to wróciło ale
teraz sama nie była pewna tego co robi. Jej zadaniem będzie
zmierzenie się z przeszłością. Musi odnaleźć swojego ojca,
będzie musiała go zobaczyć a przecież nigdy jeszcze go nie
widziała. Bała się że sobie nie poradzi a z drugiej strony bała
się konfrontacji jeśli się jej powiedzie. Wstała na równe
nogi i jeszcze raz opłukała twarz lodowatą wodą.
- Dasz sobie rade dziewczyno... - powiedziała sama do siebie i uśmiechnęła się patrząc w swoje odbicie.
- Jasne! - głos zza niej sprawił że odwróciła się w ułamku sekundy.
Przy
przejściu lasu w kamienną ziemie przy strumieniu stał wilkołak.
Łeb wykrzywił mu się teraz przez przemianę jakiej doznawał
podczas pełni. Był już owłosiony a z ramienia zwisał mu
krwawiący martwy jeleń.
- Kto by pomyślał że coś takiego dziś znajdę! Nie dość że będę miał dziś kolacje z dwóch gatunków mięs to jeszcze wcześniejsze doborowe towarzystwo! - zaśmiał się i zrzucił martwe zwierzę na krzaki.
- Nie bój się malutka, przed śmiercią będziesz się świetnie bawić! - zarechotał podchodząc do dziewczyny.
Ariko
zaczęła się rozglądać. Oczywiście, nie wzięła ze sobą łuku
ani strzał westchnęła tylko i przykryła ręką oczy.
- Coś jestem dziś rozkojarzona – zaśmiała się.
Wilkołak
nie czekał długo, jego już wydłużony pysk oszpeciła dodatkowo
krew wypływająca z paszczy w której właśnie wyrzynały się
wszystkie kły. W jednej chwili skoczył na dziewczynę, która
lekko jak motyl odskoczyła kawałek tak że zwierz padł tuż przy
jej nogach. To go jeszcze bardziej rozwścieczyło ale Ariko nie
miała zamiaru czekać na jego reakcje lekkimi ruchami przebiegła po
nim i stanęła na miejscu w którym on niegdyś stał.
- Ty mała... - nie dokończył bo w oczach błysło mu światło księżyca odbite przez ostry nóż w ręce dziewczyny.
- Jak? - szybko wstał i zaczął czegoś nerwowo szukać na biodrach.
- Twój pas się zerwał, zauważyłam to gdy usiłowałeś nauczyć się latać – zaśmiała się na co on zaczął warczeć a z pyska leciała krew wymieszana z śliną.
Wilk
wylądował na czterech kończynach a w oczach było widać że
kontrole nad nim przejmuje w całości bestia. A to dla Ariko było
tylko plusem. Zwierzak warcząc ruszył na nią a kiedy wykonał
skok żeby wgryźć się w szyje ona uchyliła się i zrobiła kilka
kroków w przód tak że znalazła się pod nim. Upadła
na ziemie ale nóż wyrzuciła w górę tak że wbiło
się między żebra zwierza. W tym momencie wilkołak zaczął się
szarpać upadając na ziemię. Pluł krwią ale tym razem nie z zębów.
Chwile to trwało za nim Ariko podeszła do niego, szybkim ruchem
wyjęła nóż i obracając go w ręce podeszła bliżej głowy
i szyi. Bez jakiejkolwiek emocji przebiła jego krtań. Wilkołak
po chwili zamknął oczy a jego ciało zaczęło wracać do
normalnego wyglądu. Dziewczyna wyrzuciła nóż obok wielkiego
cielska i podeszła do strumienia dokładnie opłukując ręce. Za
niedługo miało zacząć świtać. Już miała zacząć wracać
kiedy spojrzała na martwego jelenia. Mimo tego co zrobiła sama
przed chwila to jelenia w jakiś sposób było jej żal.
Podeszła więc do niego i ściągnęła go z krzaków.